Z
prof. DANUTĄ HÜBNER – b. Komisarzem Unii Europejskiej ds. polityki regionalnej, nowo wybraną posłanką do Parlamentu Europejskiego – rozmawia Jacek Broszkiewicz
– Współpraca transgraniczna w Pani opinii wyrażonej w pierwszej części publikowanego w poprzednim wydaniu ER-P wywiadu cierpi na niewystarczającą ilość środków finansowych, by tak naprawdę poważnie mówić o jej priorytetowym znaczeniu. Obecne wydanie naszego czasopisma w dużej mierze poświęcone jest znaczeniu i roli polskiej nauki w Unii Europejskiej. W jakiej mierze tę sferę życia można włączyć w ramy współpracy transgranicznej, wykorzystać Europejskie Ugrupowania Współpracy Terytorialnej?
– We wszystkich konsultacjach prowadzonych od 2007 roku dotyczących polityki UE w latach 2014-2020 zadawaliśmy obywatelom Unii, poprzez Eurobarometr, pytanie o to, czy popierają zwiększenie środków na rozwój współpracy transgranicznej, pomiędzy regionami, przedsiębiorstwami, instytucjami – także naukowymi, badawczo-rozwojowymi, otoczenia biznesowego. Odpowiedź była zdecydowanie na tak.
Także w łonie Komisji Europejskiej i w przekonaniu obecnych rządów poszczególnych państw członkowskich panuje jednomyślność, że należy radykalnie zwiększyć nakłady na rozwijanie tego rodzaju relacji. Ale trwałości tego nastawienia trzeba będzie bardzo troskliwie pilnować zwłaszcza w latach 2011-2012, kiedy to zapadać będą decyzje kształtujące okres finansowania do 2020 roku i podział środków na poszczegól
ne cele strategiczne Unii. Jako komisarz UE do spraw polityki regionalnej prowadziłam badania i przygotowywałam założenia projektu pod nazwą „Regiony na rzecz zmian ekonomicznych”. Chodzi pokrótce o tworzenie sieci regionów koncentrujących się na innowacyjności. Wprowadziliśmy nową zasadę kreującą współpracę regionów, która łączy wymianę doświadczeń z konkretnymi programami. Istota sprawy polega na przesunięciu punktu ciężkości, a co za tym idzie dużych kwot ze sfery projektów miękkich, dotyczących relacji pomiędzy narodami, społecznościami tworzącymi na przykład euroregiony, na realizację projektów określanych mianem „twardych”, czyli mających wymiar materialny. Mam na myśli konsolidowanie firm, instytucji, nawiązywanie prawnych i instytucjonalnych podmiotów gospodarczych, tworzonych z jednostek już istniejących, ale osobno, po obu stronach granic. Rzecz w tym, by do współpracy terytorialnej przenieść możliwość twardego inwestowania. Mamy nadzieję, że te idee uda się przeprowadzić z powodzenie za 2-3 lata, które zadecydują o linii polityki finansowej UE do roku 2020.
– Na jakim obecnie etapie znajduje się debata nad przyszłością Unii i kierunkach jej funkcjonowania?
– Ta debata trwa od września 2007 roku za czasów prezydencji portugalskiej. Kiedy to zaczęliśmy perspektywicznie rozważać kierunki polityki spójności. Dziś jesteśmy bardzo daleko zaawansowani, jeśli idzie o przygotowanie stosownych dokumentów, kreślących dalekosiężne cele i zasady ich realizacji. Do tej ciężkiej pracy zaangażowaliśmy poważne środowiska naukowe, najlepszych ekspertów z całego świata. Dysponowaliśmy więc praktycznie kompendium wiedzy o argumentach „za” i „przeciw” dotyczących każdego nieomal zagadnienia. Wewnątrz Dyrekcji Polityki Regionalnej trwają także bardzo zaawansowane prace nad szczegółowymi kryteriami kształtującymi politykę UE wobec regionów. Raport na ten temat przedstawiłam ministrom państw członkowskich podczas spotkania ministrów polityki regionalnej w Mariańskich Łaźniach i zyskał on powszechną aprobatę. Stawiamy na zacieśnianie współpracy w bardzo konkretnych wymiarach, relacjach inwestorskich, konsolidacji przedsiębiorstw, ale także innych instytucji, na przykład jednostek naukowo-badawczych, szpitali klinicznych położonych tuż obok siebie, ale nie mogących skutecznie leczyć, bo dzieli je jednak wewnątrzunijna granica, a co za tym idzie odmienne – mimo wszystko – rozwiązania prawne obowiązujące w poszczególnych krajach. Te przeszkody mamy zamiar zlikwidować. W październiku tego roku zamierzamy zakończyć dyskusję na te tematy i raport finalny przedstawić do akceptacji nowo wybranej Komisji Europejskiej.
– Euroregiony nie są instytucją unijną. Czy dlatego ich opinie nie są brane pod uwagę przy kształtowaniu polityki UE?
– To prawda, że tak jest. Konsultujemy te kwestie przede wszystkim z Komitetem Regionów. Ale uważam, że koniecznością chwili jest stworzenie mechanizmu włączającego euroregiony – z ich wielkim doświadczeniem praktycznym w przeprowadzaniu tysięcy twardych, infrastrukturalnych projektów, ale także „miękkich” , dofinansowywanych przez UE w cały ten proces.
– Póki co na plan pierwszy wysuwa się proces tworzenia Europejskich Ugrupowań Współpracy Terytorialnej. Jak sygnalizowałem na wstępie naszej rozmowy obecne wydanie ER-P poświęcone będzie polskiej nauce w UE. Wspomniała Pani o możliwościach, jakie daje EUWT w dziedzinie medycyny. Czy może Pani Komisarz kontynuować ten właśnie wątek?
– Oczywiście. Chcę dać przykład Ugrupowania, które jest obecnie tworzone na granicy niemiecko-holenderskiej. Od wielu lat podejmowano tam próby zacieśnienia współpracy pomiędzy odległymi od siebie o zaledwie 30 kilometrów Klinikami Uniwersyteckimi w Maastricht i w Akwizgranie (Aachen). Obie te placówki prezentują nie tylko europejski, ale światowy poziom i aż się prosiło, by połączyły swe plany i zamierzenia w jedno wspólne przedsięwzięcie. Sęk w tym, że dzieli je granica Kierownictwa tych klinik doszły do wniosku, że skoro są bardzo dobre w konkretnych specjalizacjach, to nie warto rozwijać nowych, ale połączyć się w jeden silny, o światowym znaczeniu ośrodek specjalizujący się w badaniach i leczeniu konkretnych schorzeń, słowem – zbudować pierwszy europejski wspólny szpital kliniczny. Miałam przyjemność w ciągu ostatnich kilku lat parokrotnie uczestniczyć w dyskusjach przedstawicieli tych obu środowisk. Ilość barier, w nie do końca przecież zintegrowanej Unii jest tak wielka, że praktycznie uniemożliwiała zrealizowanie tego ambitnego przedsięwzięcia. Podstawową jest brak jednolitego runku wewnętrznego i to ją należy w pierwszym rzędzie zlikwidować. Dwa lata temu obie kliniki skorzystały z modelu EUWT, w tej chwili kończą analizy projektu wspólnych rozwiązań, które pomogą im pokonać te wszystkie ograniczenia uniemożliwiające współpracę, a które wiążą się z różnymi systemami podatkowymi, rachunkowości, regulacjami rynku pracy w tych obu krajach. Potrzeba regulacji rynku pracy w UE jest tak nieodzowna, że, aby ją pokonać dochodzi wręcz do absurdalnych sytuacji, Na tej samej granicy niemiecko-holenderskiej powstało przedsiębiorstwo produkujące baterie słoneczne. Granica państwowa przebiega w postaci żółtej linii przez środek tej firmy. Pojechałam tam, bo nie mogłam uwierzyć, że dochodzi do takich nonsensowych sytuacji. Firma została zlokalizowana na samej granicy państwowej tylko z tego powodu, by pokonać problemy związane z zezwoleniami na pracę. Po prostu ludzie są zatrudniani raz po jednej stronie granicy, raz po drugiej – ale w jednej firmie. To nie jest dowcip, lecz rzeczywistość. Firma działa zgodnie z prawem i zapewnia zachowanie ciągłości zatrudnienia. Cała rzecz w tym, by w Unii Europejskiej nie występowała konieczność uciekania się do takich cudacznych rozwiązań. EUWT jest sposobem na uniknięcie ich. Na dziś w Unii mamy osiem funkcjonujących EUWT, a 15 kolejnych jest na etapie organizowania się. To mało, stanowczo za mało.
– Dziękując za tę część rozmowy, mam nadzieję, że rozwinie Pani ten wątek w kolejnym wydaniu naszego przekształcającego się w Europrojekty.PL miesięcznika. Jestem przekonany, że to, o czym mówi Pani Profesor, znakomicie wpisuje się w rozszerzającą się formułę naszego periodyka.